niedziela, 9 września 2012

Cztery.


- Do piętnastu lat myślałam, że moje życie jest idealne. Miałam wspaniałą rodzinę, ojciec poświęcał mi, jeszcze wtedy, więcej czasu. Miałam ogromne marzenia i dążyłam do ich spełnienia.. - wtem usłyszeli czyjeś kroki, dochodzące ze schodów. Oboje, z Mulatem spojrzeli w górę i ujrzeli małą Jamie, która stała i wpatrywała się w nich z szerokim uśmiechem. - Co tutaj robisz, Jamie? - zapytała Jessica, podchodząc do siostry.
- Szukałam was. - odpowiedziała i chwyciła rękę starszej Higgins. - Chodźcie do ogrodu! - krzyknęła i pociągnęła brunetkę za sobą. Osiemnastolatka posłała Zayn'owi krótkie spojrzenie i po chwili cała trójka znalazła się w ogrodzie. Muzyka rozbrzmiewała dość głośno. Jessie usiadła na schodach i przyglądała się całemu zespołowi, który biegał po jej podwórku i wydurniał się, żeby sprawić radość Jamie. Tylko Zayn siedział na fotelu pod drzewem, które dawało cień, i przyglądał się jej uważnie. Bardzo chciał wiedzieć co tak naprawdę wydarzyło się w życiu osiemnastolatki. Najgorsze było to, że mimo iż był już bardzo blisko nie udało mu się usłyszeć tych kilku, tak bardzo ważnych dla niego, słów. Słów, które były wyjaśnieniem zachowania Jessici wobec jej ojca. Słów, które opisałyby choć krótką, ale zapewne ważną i niezapomnianą część jej życia.
Na dworze się ściemniało więc brunetka postanowiła iść przygotować kolację. Nie była z tego powodu zbyt zadowolona, ale najbardziej zależało jej na pięciolatce. Otworzyła lodówkę i zaczęła zastanawiać się co takiego mogłaby przygotować.
- Wydaje mi się, że łatwiej byłoby zamówić pizzę. - usłyszała głos za sobą. Odwróciła głowę i ujrzała uśmiechniętego, od ucha do ucha, Niall'a. W zasadzie nie był to głupi pomysł.
- W takim razie, jeśli możesz - zamów. - posłała mu krótki uśmiech i wyszła z pomieszczenia kierując się na ogród by zawołać Jamie do domu. Mała oczywiście się opierała, ale gdy zobaczyła, że goście wchodzą do domu, pobiegła za nimi. Mięli na nią większy wpływ niż Jessie, co było kolejnym powodem do zirytowania nastolatki. Jednym słowem jej zachowanie można było nazwać zazdrością. Chociaż uciekała od tej myśli i zaprzeczała, nawet sama przed sobą. Po kilku minutach do drzwi zadzwonił dzwonek, który rozniósł się po całym domu. Horan uprzedził brunetkę i poszedł otworzyć. Przed nim stał młody mężczyzna z czterema kartonami dużej pizzy. Blondyn wyjął pieniądze z portfela i podał nie dużo starszemu od siebie szatyna i odebrał jedzenie, dziękując. Pożegnał się i ruszył w stronę salonu, gdzie wszyscy już na niego czekali. Chłopcy rzucili się na jedzenie jak stado wygłodniałych psów. Higgins nie zjadła ani kawałka, co na pewno nie spodobałoby się jej rodzicom.
- Powiem mamie, że nic nie zjadłaś. - powiedziała mała Jamie przyglądając się siostrze.
- Nie obchodzi mnie to. Skoro nie jestem głodna, to nie będę jadła na siłę. - odpowiedziała odwracając głowę w drugą stronę. Nie miała zamiaru tłumaczyć się pięciolatce. Chłopcy przyglądali się rozmowie i zachowaniu sióstr.
- Wiesz, że mama będzie bardzo zła, a jak znowu będziesz mia..
- Skończ! - wrzasnęła brunetka, wstając z kanapy i patrząc z wyrzutem na Jamie, która wyglądała jakby się miała zaraz rozpłakać, tym samym przerywając jej wypowiedź. - Nie wracaj do tego. Wiele razy cię o to prosiłam. Wiem, że jesteś jeszcze mała, ale musisz to zrozumieć Jamie. - dopowiedziała już spokojniejszym tonem przykucając przed skórzanym fotelem, na którym siedziała mała dziewczynka. Przytuliła siostrę, a po jej gładkim i aksamitnym policzku, spłynęła pojedyncza, słona łza, którą Jessie szybko otarła. - Przepraszam, że krzyknęłam, słońce, ale nie możesz o tym mówić. - pocałowała ją w czółko i posyłając zdumionym nastolatkom, niezbyt miłe spojrzenie wyszła z salonu. Weszła do kuchni i chwyciła butelkę wody leżącą na szafce. Nalała przeźroczystej cieczy do szklanki i upiła kilka łyków. Na oknie pojawiły się krople deszczu, co wywołało zaciekawienie tak szybką zmianą pogody. Podeszła do okna i spojrzała w niebo, które było już mocno granatowe, a żadna z gwiazd nie przebiła się przez chmury, które sprawiły, że spadł deszcz. Wróciła do salonu, w którym panował jakiś dziwny spokój i cisza. Wcale nie spodobała się Jessice. Obawiała się najgorszego. Obawiała się, że Jamie mogła się wygadać, chociaż tak bardzo prosiła ją by tego nie robiła. Po chwili rozpadało się mocniej, a odbijające się krople deszczu o parapet, robiły hałas.
- Jamie, chodź na górę. Idziemy już spać. - powiedziała do dziewczynki i wyciągnęła rękę w jej stronę.
- Już?
- Już. Jest późno, chodźmy. - Jamie chwyciła jej dłoń i poszły na górę. Jessica przygotowała kąpiel dla Jamie, następnie przebrała ją w różową piżamę, rozczesała jej długie włosy i przeczytała bajkę na dobranoc. Sama słysząc, że zbliża się burza poszła przygotować się do snu. Słyszała jak chłopcy krzątają się na górze, ale nie zwracała na to zbyt wielkiej uwagi. Usiadła na łóżku i wpatrywała się przed siebie. Nienawidziła burzy. Przeraźliwie się jej bała. Odkąd tylko pamiętała. Może i to wydawać się śmieszne, bo ma już osiemnaście lat i nawet Jamie się nie boi, ale ona nie mogła nic z tym zrobić. Powyłączała wszystkie możliwe sprzęty w pokoju, telefon i płakała w poduszkę. Nie wiedziała o której wrócą rodzice, a bycie w takiej sytuacji bez nich to wcale nie miłe wydarzenie dla niej. Łzy spływały po jej policzkach, serce biło szybciej, co było wynikiem ogromnego strachu. Nigdy nie wychodziła z pokoju w takiej sytuacji, a teraz nie wiedziała nawet co dzieje się z jej siostrą. Na szczęście Jamie trzymając w dłoni swojego pluszowego miśka, poszła do pokoju chłopców, którzy jeszcze nie spali, a świetnie się wręcz bawili. Rozmawiali i śmiali się do utraty tchu. Gdy tylko zobaczyli córkę Paul'a uspokoili się i spojrzeli na nią z ciekawością.
- Nie możesz spać? - spytał Louis siedzący najbliżej drzwi, który po chwili wziął małą na swoje kolana. Jamie pokręciła przecząco głową.
- Idźcie do Jassie, bo ona strasznie się boi burzy. - wtem zadzwonił telefon Liam'a, który był od Paul'a. Powiedział, że na tę noc zatrzymają się w hotelu. Chłopcy nadal nie wiedzieli czy mają wierzyć małej dziewczynce. - No idźcie do niej. - ponagliła ich.
- Ja pójdę. - zadeklarował Harry i wstał z łóżka. - Chociaż nie powiem, że boję się bardziej jej reakcji, na moje wejście, niż ona tej burzy. - powiedział Styles i ruszył w stronę pokoju osiemnastolatki. Zapukał delikatnie do drzwi, lecz nie usłyszał odpowiedzi. Nacisnął klamkę i w mroku, jaki panował w pokoju ujrzał dziewczynę, skuloną na łóżku i wtuloną do poduszki. Uniosła wzrok na chłopaka i dopiero teraz zauważył, że brunetka jest cała zapłakana. Podszedł do niej i usiadł na brzegu. - Wszystko w porządku? - spytał cicho, na co odpowiedziała kręceniem głowy. Objął ją ramieniem chociaż bał się jak zareaguje. Na szczęście teraz nie była w stanie w jakikolwiek sposób zaprzeczyć, a raczej tego potrzebowała. Znaleźć się w czyichś silnych ramionach i przez moment poczuć się bezpiecznie, poczuć, że ktoś się o nią martwi. Palce dłoni zacisnęła na koszulce Harry'ego i wtuliła się w niego jeszcze mocniej, co bardziej zadziwiło chłopaka. - Już dobrze. - uspokajał ją. - Chodź, pójdziemy do naszego pokoju, tam na pewno nie będziesz się tak bała. - nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Uznał to za zgodę, więc wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju na przeciwko, gdzie reszta rozmawiała z Jamie. Wszyscy byli bardzo zdumieni widokiem, jaki ujrzeli w progu, ale oczywiście było to miłe zaskoczenie. Postawił Jess na podłodze, a po chwili zajęła ona miejsce obok Liam'a. Jamie widząc, że jej siostra przed momentem płakała, podeszła do niej i przytuliła. Osiemnastolatka gładziła ją po głowie, bawiąc się przy tym jej włosami, w wyniku czego mała po chwili zasnęła na jej kolanach. Sama była zmęczona płaczem, więc wzięła przykład z siostry i również zapadła w sen, lecz na ramieniu Payne'a, któremu wcale to nie przeszkadzało.
- Ona serio, tak? - spytał szeptem Lou.
- Wszedłem do tego pokoju, a ona była cała zapłakana. Jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego. Myślałem, że nigdy nie poznam osoby, która tak bardzo będzie bała się burzy. - odpowiedział Harry, równie cicho jak jego przyjaciel.
- Jaki ma pokój? - zapytał Niall, biorąc z paczki kolejnego żelka o smaku jabłkowym.
- Wielki i typowo dziewczęcy, a jaki ma mieć? Ale ma tam taką ścianę i nie wiem co za nią było. Idziemy sprawdzić? - uniósł brew i uśmiechnął się, zadowolony ze swojego pomysłu. Malik i Horan od razu go poparli i w trójkę poszli do pokoju dziewczyny. Styles nacisnął włącznik, zapalając światło. Zayn spojrzał na półkę, na której również znajdowały się szkicowniki. Był ciekawy co znajduję się w którymś z nich. Sięgnął na półkę, ale spadł z niej średniej wielkości notesik. Uprzedził go jego przyjaciel, który podniósł go zanim Malik zdążył się nachylić. Loczek przewrócił kartki, a na każdej z nich widniało tylko jedno słowo. Przez cały zeszyt. Pisane różnymi stylami. 'Gruba'. Spojrzeli po sobie zdziwieni i odłożyli go na miejsce.
- Chodźcie tutaj! - krzyknął Horan, będący już za ścianą, w której wycięty był łuk. Od razu skierowali się w stronę chłopaka. Byli zaskoczeni widokiem jaki im się ukazał. Małe studio, instrumenty, przeróżne gitary, tysiące płyt. - No to nieźle. - mówił zachwycony.
- Nie wiedziałem, że gra. - dopowiedział Styles dotykając różnych guziczków.
- Nie dotykaj tego pacanie. - skarcił go Mulat. - Chodźmy stąd lepiej, bo jak się obudzi to może być po nas. - posłusznie wysłuchali dziewiętnastolatka i wrócili do pokoju, w którym siedział Liam i Louis.
- I co? - spytali ciekawi. - Znaleźliście jakiś skarb?
- No. Ma studio, takie małe, ale ile sprzętu i tego wszystkiego. Musi grać.
- Pewnie też śpiewa.
- Ciekawe czemu nie zrobi jakiejś kariery. Przecież Paul mógłby jej pomóc. - przekrzykiwali się.
Rozmawiali tak jeszcze długo, myśląc o tym jaką tajemniczą dziewczyną jest właśnie śpiąca na ramieniu Payne'a, brunetka. Stała się dla nich zagadką, którą pragnęli jak najszybciej rozwikłać.
Nad ranem uniosła jedną, zaspaną powiekę. Strasznie ścierpła, wszystko ją bolało. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że jej głowa spoczywa na ramieniu Liam'a, a obok na łóżku i podłodze leży reszta chłopaków. Chciała wstać, ale na kolanach miała Jamie.
- Cholera. - zamruczała pod nosem.
- Dzień zaczyna się raczej od uśmiechu i 'dzień dobry'. - usłyszała głos Zayn'a, który wpatrywał się w nią z drugiego końca pokoju, a którego nie zauważyła wcześniej.
- Jeśli ty tak rozpoczynasz dzień to bardzo fajnie, ale nie ja. - wygramoliła się jakoś spod Jamie i spojrzała na Zayn'a. - Nie wiesz o której wrócili rodzice? - spytała.
- Nie wrócili. - odpowiedział i uśmiechnął się do niej.
- Jak to nie wrócili?
- Spali w hotelu.
- Skąd wiesz? - zdziwiła się.
- Paul, znaczy twój tata, dzwonił do Liam'a.
- To nie jest mój ojciec. To, że mnie zrobił o niczym nie świadczy, żeby nazywać się ojcem trzeba jeszcze dzieci wychowywać, a tak właściwie to czemu zadzwonił do niego, a nie do mnie? - wskazała palcem śpiącego szatyna.
- Bo miałaś wyłączony telefon. - odpowiedział.
- Dobra nie ważne. - odwróciła się na pięcie i chciała wyjść z pokoju, ale Malik ją zatrzymał.
- Moglibyśmy dokończyć naszą wczorajszą rozmowę? - spytał z nadzieją w głosie. Jessica zaśmiała się głośno budząc tym samym Liam'a i Niall'a. Zayn wyglądał na zdezorientowanego. Uśmiechnęła się do chłopców i wyszła z pokoju, tak jak zamierzała zrobić to wcześniej. Otworzyła drzwi swojego pokoju i stojąc na środku zastanawiała się co ma teraz robić. Pogoda za oknem, od wczorajszego wieczora, nie dopisywała więc nastawiła się na nudę. Usiadła więc na łóżku i wpatrywała w zdjęcia wiszące na ścianie. Uśmiechnęła się do wspomnień. Przerwało jej pukanie do drzwi. Po chwili ktoś je otworzył i wszedł do środka. Tą osobą okazał się być Zayn. Dynamicznie wstała z łóżka i podeszła do chłopaka, który tym razem podziwiał jej pokój w świetle dnia.
- Nie powiedziałam, że możesz wejść. Po drugie do tego pokoju nie mają prawa wchodzić obce mi osoby. Po trzecie nie mam innego argumentu, ale proszę, żebyś wyszedł.
- Dokończmy tą rozmowę. Proszę. Tak bardzo chcę wiedzieć..
- Od tego bogatszy nie będziesz. - wtrąciła i wskazała na drzwi.
- Mógłbym być. Jesteś córką Paul'a Higgins'a. Wiedząc jaka była twoja przeszłość, mógłbym to sprzedać jakimś brukowcom. Wzbogaciłbym się. - uśmiechnął się zwycięsko.
- Wyjdź.
- Jessica, obiecuję, że nikt inny się o tym nie dowie.
- Wyjdź stąd! - krzyknęła najgłośniej jak potrafiła, przywołując tym samym zdenerwowanych chłopaków. - Zabierzcie go i nauczcie się czytać na przyszłość. Jeszcze większymi literami napisać 'nie wchodzić'?! Zresztą nie jesteście tutaj zbyt mile widziani więc najlepiej będzie jak najszybciej się wyniesiecie! - kolejny raz uniosła ton, ale po chwili tego żałowała.
- Jessica! - usłyszała głos ojca, który chwilę temu wrócił do domu i słyszał każde jej słowo powiedziane do chłopców. - To co mówisz jest nie na miejscu. Mogłabyś uszanować, że są to moi goście, a po drugie na pewno nie chciałabyś, żeby ktoś tobie powiedział coś takiego. Zastanów się następnym razem. Masz szlaban. - dziewczyna parsknęła.
- Jasne. Bo co ty innego mógłbyś zrobić, nie?! Potrafisz mieć do mnie tylko pretensje, dawać te pieprzone szlabany i pieniądze, które twoim zdaniem wynagrodzą mi to, że nie mam ojca i nigdy nie miałam! Nie jesteś moim ojcem! Nienawidzę cię! Moim największym marzeniem jest to, żebyś zniknął z mojego życia! Mam dość patrzenia jak udajesz tego wspaniałego męża, tatusia dla Jamie, jesteś nikim wiesz?! Ważniejsi są dla ciebie wszyscy oprócz rodziny. Na cholerę nas robiłeś skoro teraz nie potrafisz nawet nas wychowywać?! - głos jej się załamał, a oczy zalały się łzami.
- Przesadziłaś Jessie. - powiedziała Elen, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- No tak. Mogłam się spodziewać, że będziesz go broniła. Przecież to twój najukochańszy i najwspanialszy mąż. Jesteś zaślepiona miłością do niego. A wy co? Jesteście zdziwieni? - zwróciła się do chłopaków. - Wasz Paul nie jest wcale taki wspaniały, co? - kolejny raz parsknęła. - Wiesz, nie obchodzi mnie, że mam ten szlaban. Może to nawet lepiej, że nie będę musiała wychodzić z pokoju i ciebie widywać. - powiedziała do Paul'a i trzasnęła drzwiami od pokoju, po czym przekręciła klucz w zamku. Oparła się plecami o drzwi i osunęła się po nich na ziemię. Dawno już tak bardzo nie płakała, ale to było chyba potrzebne. Dała upust wszystkim emocjom, które zbierały się w niej już od bardzo dawna.


______________________________________________________________________
Wiem, że miała pojawić się historia Jessie, ale chcę Was jeszcze trochę potrzymać w ciekawości ;)
Przepraszam, że po tak długim czasie, ale wszystko spowodowane jest tym, że zaczęłam nową szkołę i potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby się w tym wszystkim odnaleźć.
Myślę, że się Wam spodoba ten rozdział.
Dziękuję za komentarze, cieszę się, że jest ich aż tyle ;)
Następny po 8 komentarzach ;D


Miłego dnia i powodzenia w szkole ♥

12 komentarzy:

  1. Super.
    Wspaniałe!
    Śliczne!
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  2. mówiłam już że cię uwielbiam ?? xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski, podoba mi się przeczytałam dzisiaj wszystkie rozdziały i wiesz? nie żałuję, a wręcz nie mogę doczekać się następnego rozdziału.
    Zapraszam do mnie : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/
    i mam jeszcze prośbę, mogłabyś informować mnie o nowych rozdziałach? Nie wiem czemu, ale nie mogę dodać się do obserwatorów, chyba mi się coś bloggger psuje ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. AAAAAAAAAAAAA! czekam na następny, a ten ? jest zajebisty !

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy następny, bo nie mogę się doczekać ! ? czekamm i czekam, a ten rozdział jest nie od opisania. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham cię dziewczyno masz wielki talent! może powinnaś pisać książkę? :)
    o twoim blogu dowiedziałam się od dziewczyny która pisze tego bloga : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. No i mój jest 8 . czekamy na następny !!!!! :D:D:D:D:DD:D:
    kocham cię ! <#<#<#<#<#

    OdpowiedzUsuń
  9. MAsz niesamowity talent ktory nie da sie opisac slowami tak jak kolezanka z gory jestem za tym abys napisala ksiazke chetnie przeczytam:********

    OdpowiedzUsuń