czwartek, 23 sierpnia 2012
Jeden.
Mała Jamie i jej siostra siedziały w jadalni z gośćmi jakimi byli dziadkowie i rodzice Andy'ego, oczywiście jego samego również nie zabrakło. Wszyscy byli pochłonięci w przyjemnej rozmowie, a Elen w tym czasie czekała aż pieczeń będzie gotowa. Usłyszała otwierające się drzwi, szmery i szepty. Wyjrzała z kuchni na korytarz, w którym stał jej mąż Paul i pięciu znajomych jej, uśmiechniętych chłopców. Mała Jamie słysząc, że ktoś przyszedł od razu pobiegła w stronę korytarza. Widząc całe One Direction uśmiechnęła się promiennie i podbiegła do chłopaków. Witała się z każdym po kolei. Pierwszy raz zawitali w domu Higgins'ów.
- Jessica! - zawołała Elen, a dziewczyna odeszła od stołu i idąc korytarzem zauważyła kolejnych gości. Nie była zadowolona z ich przybycia. Tak samo jak z przybycia ojca. Stojąc na wysokich sandałkach, idealnie komponujących jej długie nogi, które dzięki krótkim szortom, były odkryte, wymieniała się ze wszystkimi spojrzeniami, które wcale nie należało do tych przyjacielskich. - Przywitaj się z chłopcami. - powiedziała matka na co dziewczyna parsknęła.
- Cześć. - powiedziała zniewalająco, po czym odwróciła się i zrobiła kilka kroków w przód.
- Jessica. - skrytykowała ją Elen.
- No co? Kazałaś mi się przywitać więc to zrobiłam. - odpowiedziała i wróciła do jadalni.
- Przepraszam za nią. - Paul zwrócił się do nastolatków i ruchem ręki zaprosił ich do pomieszczenia, w którym wszyscy się znajdowali. Rodzina Higgins'ów zaczęła witać chłopców z promiennymi uśmiechami, tylko Jessie siedziała naburmuszona. Elen wróciła ze swoją specjalnością i wszyscy zajęli się jedzeniem.
- Jessie, zjedz chociaż trochę. - poprosiła matka. Strasznie martwiła się o swoją córkę i dbała o to by ta odżywiała się tak jak powinna.
- Muszę? - spytała z nadzieją w głosie, ale odpowiedź otrzymała taką jakiej się obawiała. Nałożyła sobie trochę sałatki i zaczęła robić bałagan na talerzu.
- Jessica, jedz normalnie. Ile ty masz lat? - jęknęła Grace, matka Elen.
- Tylko osiemnaście. - odpowiedziała nawet na nią nie patrząc.
- Zachowujesz się jak rozwydrzone dziecko. - stwierdził Paul.
- Dobrze, że ty zachowujesz się jak ojciec! - krzyknęła i wstała z krzesła.
- Jessie! - krzyknęła matka jej ojca.
- Co? Wszyscy wiecie, że mam rację. Zamiast być ojcem to zajmuje się tymi pięcioma debilami! - po wymówieniu tych słów pobiegła do swojego pokoju zamykając go na klucz, jak to miała w zwyczaju. Przez moment przy stole panowała cisza. Nikt nie wiedział co powiedzieć, a rodzicom osiemnastolatki było wstyd.
- Andy, pójdziesz do niej? - czarnowłosa kobieta zwróciła się do syna swojej siostry.
- I tak mnie teraz nie wpuści. Jeszcze jakieś dwadzieścia minut, teraz jest cała w ogniu. - odpowiedział, a chłopcy patrzyli na niego z dziwną miną po czym zaśmiali się pod nosem.
- Powinniście coś w końcu zrobić, bo inaczej ta dziewczyna wejdzie wam na głowę. - zdeklarowała wściekła Marie.
- Mamo, Jessica to dobra dziewczyna. Czasami, jak każda nastolatka, ma wybuchy złości to normalne. - usprawiedliwiła córkę, synowa.
Cały wieczór, który miał należeć do tych jednych z najlepszych, zakończył się zupełnie inaczej. Chociaż taki pewnie zapadnie im w pamięci na dłużej. Dziadkowie dziewczynek stali przed drzwiami, w korytarzu i szykowali się do wyjścia żegnając z gospodarzami domu. Jessica słysząc, że już wychodzą zeszła na dół by się z nimi pożegnać. Przytuliła każdego po kolei i razem z Jamie pokiwały im na pożegnanie. Następnie wróciła z powrotem na górę by uniknąć rozmowy z rodzicami. Nie miała na nią najmniejszej ochoty. Przebrała się w piżamę. Położyła do łóżka i próbowała zasnąć nie zważając na to, że na dole kręcą się nieznajomi chłopcy. Chciała by ten dzień się skończył. Nienawidziła swojego ojca. Nigdy nie miał dla niej czasu. A jeśli już był w domu to miał o wszystko pretensje. Często błagała nawet Elen, by ta się z nim rozwiodła, ale kobieta nie chciała słyszeć o czymś takim. Brunetka zamknęła oczy i odpłynęła do tego drugiego świata. Świata snu.
Promienie słońca wpadające do pokoju przez okno, ogrzewały jej aksamitną twarz. Uniosła powieki ku górze ukazując swoje piękne, niebieskie oczy. Rozejrzała się dookoła swojego pokoju, który był dla niej azylem. Ściany w kolorze pudrowego różu, wielkie łóżko z dziesiątkami kolorowych poduszek, ramki w kolorach czarnym, białym i różowym, idealnie pasującym do ścian. Na przeciwko łóżka na szafce z białego drewna, stał plazmowy telewizor. Półka z książkami, rysownikami i różnej wielkości notesikami. Duża, biała szafa i toaletka z porozrzucanymi kosmetykami. W drugiej części, pokoju przedzielonej ścianą z wyciętym na środku łukiem znajdowało się małe studio, w którym Jessica dawniej spędzała większą część swojego życia. Teraz była tam tylko wtedy kiedy chciała uciec od okropnej rzeczywistości. Trzy gitary stojące pod ścianą na stojakach. Keyboard, cztery mikrofony i kilka urządzeń z tysiącami guziczków, które dziewczyna miała opanowane w małym palcu. Wyszła spod kołdry, włożyła kapcie i zeszła na dół, na śniadanie. Ku jej zdumieniu, w jadalni zastała również 'podopiecznych' swojego ojca. Ze zdziwieniem usiadła do stołu.
- Co oni tutaj robią? - spytała patrząc na ojca.
- Przecież mówiłem ci, że chłopcy będą u nas nocować. - popatrzyła po nich i rozejrzała się dookoła.
- Jamie, jak ma na imię ten chłopak obok ojca? - spytała szeptem, siostrę siedzącą z prawej strony.
- Liam. - mała odpowiedziała równie cicho.
- Liam, mógłbyś podać mi twarożek? - poprosiła, a chłopak z uśmiechem wykonał jej prośbę. Odebrała od niego miseczkę i nałożyła twaróg z kawałkami rzodkiewki na kanapkę leżącą na talerzyku. Odłożyła miskę i posypała kanapkę szczypiorkiem.
- Mamo, chciałam iść dziś z Vivienne i Andy'm do kina.
- Dobrze. Nie ma problemu.
- No właśnie jest. - skrzywiła się. - Ostatnio kupiłam sobie te nowe buty, no i wiesz..
- Ja ci dam na kino. - powiedział ojciec. No tak, jak zawsze. Próbował wszystko zastąpić pieniędzy. Myślał, że to pomoże, ale Jessica wolałaby mieszkać w małej, drewnianej chatce, bez pieniędzy i z ojcem niż bez niego w wielkiej willi i mieć wszystkiego pod dostatkiem. Oczywiście nie zaprzeczała mówiąc, że nie lubi tego, że może mieć to na co ma tylko ochotę, ale jej marzeniem było to, by Paul gościł częściej w domu. Niestety na razie to marzenie było nieosiągalne. Zjadła kanapkę i pobiegła na górę, przygotować się do wyjścia. Wybrała krótkie dżinsowe spodenki, jasną bluzkę i złote dodatki. Zrobiła delikatny makijaż, włosy spięła w wysokiego koka i zeszła na dół. Poszła do salonu, w którym siedział Paul z chłopakami. Gdy tylko zobaczył córkę wyjął portfel i dał jej 50 funtów.
- Dziękuje. - uniosła delikatnie kąciki ust.
- Ślicznie wyglądasz. - pochwaliła ją Jamie wchodząc do pokoju. Brunetka obdarowała ją szczerym uśmiechem i wyszła przed dom. Po chwili podjechał czarny, sportowy samochód należący do Andy'ego. Pokiwała chłopakowi siedzącemu za kierownicą i poszła w jego stronę. Następnie ruszyli pod dom przyjaciółki. Okazało się, że ta siedziała na schodach przed domem z Josh'em, do którego od dawna pałała ogromnym uczuciem. Jessie bardzo lubiła Devine'a. W czwórkę dojechali do budynku kina, kupili bilety, przekąski i weszli na sale, która była już w połowie zajęta. Słychać było ciche śmiechy i rozmowy ludzi. Zajęli swoje miejsca i czekali na rozpoczęcie seansu.
- Chłopcy ja was naprawdę bardzo przepraszam za Jessie. - powiedziała przyjaznym głosem w stronę pięciu nastolatków, żona ich menadżera.
- Spokojnie. Nic się przecież nie stało. - odpowiedział Liam. Elen tylko głośno westchnęła i przez okno spojrzała na Jamie, bawiącą się w ogrodzie na tyłach domu.
- Mam nadzieje, że Jamie nie przeżyje tyle co Jessie. - powiedziała pod nosem, jakby tylko do siebie, jednak chłopcy słyszeli jej słowa i zaciekawionym wzrokiem popatrzyli po sobie. Paul tylko z troską spojrzał na swoją zmartwioną żonę, po czym odebrał dzwoniąc od kilku sekund telefon. Po skończonej rozmowie razem z całym One Direction wyjechał do studia, zostawiając Elen i Jamie same w dużym, pustym domu.
_________________________________________
Mamy pierwszy rozdział. Powiem, że jestem zadowolona, nie narzekam. ;)
Mam ogromną nadzieję, że Wam również spodoba się historia Jessie i chłopców.
Chciałabym poznać Waszą opinię dlatego nie obrażę się, a wręcz cholernie ucieszę, jeśli
zostawicie po sobie ślad w komentarzu i wyrazicie swoje zdanie. Byłabym wdzięczna.
To chyba na tyle, nie będę zanudzać, bo przecież nie po to tutaj jestem. ;D
Baj. ♥
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Powiem Cie ze ciekawie się to wszystko zaczyna :) czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńZapowiada się bardzo dobrze ;)
OdpowiedzUsuńZajebiście! Normalnie nie mogę się doczekać dalej!
OdpowiedzUsuńno to mnie zaciekawiłaś ;) Czekam na nn :))
OdpowiedzUsuńCudnie piszesz Wymyslona Rzeczywistosc:*** TO nie moze byc inaczej zeby to nie bylo cudowne :*** Uwielbiam Cie:****
OdpowiedzUsuń